Uwaga!

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 2

CZYTASZ=KOMENTUJESZ !

Danielle.
-Dlaczego ona się tak długo nie budzi?!
-Została mocno uderzona w głowę. Tu potrzeba cierpliwości.- Słyszałam rozmowę dwóch mężczyzn.
-Nigdy sobie tego nie wybaczę, jak coś jej się stało.-Jeden z nich ewidentnie się o mnie martwił.
-To nie twoja wina...- Do rozmowy wtrąciła się jakaś dziewczyna. Powoli zaczęłam rozpoznawać głosy. To chyba była Nicole, ale nadal nie miałam siły otworzyć oczu. Otworzyłam powoli usta i szepnęłam.
-Nikki?...
-Tak! Budzi się! Budzi!-Pisnęła. Po wielu próbach udało mi się otworzyć i oczy.        
     Zobaczyłam Nikki z oczami czerwonymi od płaczu. I mojego brata. Gdy zobaczył, że się obudziłam w jego oczach pojawiły się iskierki.
W tle widziałam tylko białe ściany i parę krzeseł. Trochę wolno rozpoznawałam to miejsce. W końcu udało mi się ''dowiedzieć'' gdzie się znajduje. Szpital. Białe ściany. Długie, puste korytarze. płacące dzieci. Matki, które martwią się o swoje skarby. Jedynie cisza, albo ciche szlochanie w kątach. Próbowałam sobie przypomnieć, jak ja się tu znalazłam, lecz nie umiałam. Nie mogłam sobie przypomnieć wczorajszego wieczoru.
-Zrobimy pani dodatkowe badania żeby sprawdzić czy na 100% nic pani nie jest. Jak ma pani na imię?
-Danielle... Danielle Tomlinson.- Odpowiedziałam z lekkim wahaniem.
-Który mamy rok?
-...yyy 2014 r
-Dobrze. A pamięta pani jak się tu znalazła?- Ponownie skupiłam myśli.
-Nie-odpowiedziałam zwięźle i na temat. Nie miałam co ukrywać. Może poznam to co się stało, a może nie? tego nie wiem i nie liczę, że kiedyś się dowiem.
-Dobra, zaraz pielęgniarki przyjdą i zrobią jeszcze jedno badanie.-powiedział po czym wyszedł. Po dłuższej chwili przyszły pielęgniarki i wyprosiły Nicole i Louisa. Zaczęły świecić mi latarką po oczach, potem poprzypinały mi jakieś kable.
-Jest pani zdrowa. Jeszcze dziś wypiszemy panią ze szpitala.- Powiedziała jedna z nich.
-Dziękuję. -Powiedziałam ze sztucznym uśmiechem.
-Niech pani nie dziękuje nam tylko pani bratu. Gdyby nie on, byłoby z panią gorzej. To naprawdę dobry człowiek.- Wyszły. Chciałam  jak  najszybciej stąd wyjść. Cisza panująca tu była nie do wytrzymania. Sięgnęłam po telefon leżący na stoliku obok mnie. Weszłam w galerię i znalazłam zdjęcie. Moje zdjęcie z bratem. Byliśmy mega szczęśliwi. "To naprawdę dobry człowiek." Dudniały mi w głowie słowa pielęgniarki. A może powinnam mu dać kolejną szansę?...
                                                                         ***
W końcu zostałam wypisana z tego okropnego miejsca. Przed szpitalem zobaczyłam czekającą na mnie Nikki i Louisa.
-Hej!- Przewiałam sie z moją BFF na co ona mnie mocno przytuliła. Gdy mnie puściła spojrzałam na Lou. W jego oczach wzbierały się łzy.
-Boże! Danielle! Już nigdy więcej mi tego nie rób! Proszę! Myśl, że mogłaś zostać...- głos mu się załamał- Kocham cię i nie wiem czemu ty mnie nie!- mocno mnie przytulił ale go odepchnęłam.

 -Czemu ty mi to robisz?- Po jego policzku poleciała  jedna łza
-Może mam powody. -Warknęłam i wsiadłam do wypasionego samochodu mojego wielce zacnego brata. Nikki powiedziała mu coś na pocieszenie po czym oboje również wsiedli. Zdziwiło mnie to, że Nic z nim rozmawia.
Nicole.
Nie rozumiem. No po prostu nie rozumiem! Co on jej takiego zrobił, że tak bardzo go nienawidzi? Tommo pokazuje jej na wszystkie możliwe sposoby, że ją kocha i nie wie co takiego zrobił, a ona go odtrąca! Jak mi go opowiadała to myślałam, że to zwykły tyran, a jest całkiem na odwrót! Na sam widok widać, że powymyślała, ale czemu? Może i sama nie wiem czemu ona taka jest dla niego, ale wiem, że muszę mu jakoś pomóc. Widać, że mu zależy, że ją kocha.
-Ej Nikki!- Odezwała się w końcu Dan.
-Tak?
-Mogę u Ciebie nocować? -zapytała. Po tym wszystkim myślałam, że będzie chciała wrócić do domu ale się myliłam. Zauważyłam, że Louis chciał zaprotestować, ale szybko zamknął usta dochodząc do wniosku, że ona i tak się nie posłucha.
-Jasne :).
-A więc gdzie mam podjechać? -Lou zapytał. Podałam mu adres i już po chwili byłyśmy na miejscu. Zanim weszłyśmy do domu on zapytał.
-Mama...Mama będzie się denerwować. Co mam jej powiedzieć?
-Powiedz, że u mnie wszytko OK i że chcę odpocząć u Nicole.
-Dobrze powiem. -Odszedł ze smutną miną. Gdy weszłyśmy do domu nikogo nie było. Znając życie moi rodzice wrócą rano.
                                                         *20:37*
Danielle.
Jakieś 5 min. temu Nikki wyszła do sklepu więc ja postanowiłam przebrać się w coś do spania. Otworzyłam szafę mojej przyjaciółki i wyciągnęłam jakąś koszulkę. Po chwili usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu, ale kroki tej osoby nie należały do Nikki. Przemknęłam nie zauważona do kuchni i zaczęłam szukać jakiegoś przedmiotu do samoobrony. Pierwszą rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy to deska do krojenia. Kroki robiły się coraz głośniejsze. Wzięłam deskę do ręki i zamknęłam oczy  po czym rzucił się na przeciwnika i uderzyłam go prosto w łeb.
-Danielle! Kurwa! Oszalałaś?- otworzyłam jedno oko po drugim. Okazało się, że uderzyłam Thea.
-P.przepraszam. Myślałam, że to jakiś włamywacz.-Próbowałam się jakoś obronić po czym spuściłam głowę, a swój wzrok skierowałam w podłogę.
-Dobra, to ja przepraszam. Nie powinienem się tak skradać-wziął moją twarz w dłonie. Po czym podniósł tak, że patrzyliśmy sobie w oczy, lekko się uśmiechnął. -nie smuć się, co się dzieje. Mów śmiało-dodał, a mi poleciała jedna łza. Sama nie wiem czemu.
-nic się nie dzieje, daj i ty mi spokój-chciałam jakoś zmienić temat, ale nie jestem w tym najlepsza.
-Przecież widzę, nie kłam. Mi możesz powiedzieć wszystko. Chodzi o Louisa? Co on ci takiego zrobił?-dopytywał się, a ja nie wiem już czy powiedzieć mu całą prawdę czy nie.
-Jakbyś mnie nie znał.-powiedziałam krótko i poszłam do salonu. Nie chciałam za bardzo z nim teraz gadać, ale wiem, że nie odpuści. On nigdy nie odpuszcza. Siedziałam tak patrząc w jakiś punkt na ścianie, który wydawał się tak ciekawy, że nic innego nie było warte. Z transu wybudził mnie czyjś głos.
-Proszę-powiedział chłopak podając mi kupek, z którego ulatywała para.-Powiesz mi o co chodzi z twoim bratem? -dodał, a ja nabrałam powietrza do płuc, by później ze spokojem je wypuścić.
-Nic się nie dzieje-odpowiedziałam na co on mnie przytulił.
-Proszę, nikomu nie powiem.Tylko my będziemy wiedzieć.-Wzięłam łyk gorącej cieczy.
-Nie wiem jak Ci to powiedzieć...
-Wal prosto z mostu-próbował mnie zachęcić.
-Jak wiesz nie mam dobrych relacji z nim. Właściwie to można powiedzieć, że to głównie moja wina.
Bolało mnie to jak każdy zwracał tylko na niego uwagę. Teraz jest sławny i każdy tylko o nim gada. Najbardziej mnie boli to, że każdy jest z NIEGO dumny.Jeszcze nigdy w życiu nie usłyszałam jak ktoś mówi, że jest ze mnie dumny. Wiesz jaki to ból? całe życie pragnęłam żeby tylko ktoś zwrócił na mnie uwagę. Uciekałam z domu, cięłam się.Jak miałam prawdopodobnie 14 lat.Rodziców nie było,bo wyjechali. Próbowałam się zabić i skończyć z tym wszystkim, ale mi się nie udało. Gdyby nie twoja siostra już by mnie tu nie było. Może to i lepiej. Tak i tak nikt nie zwraca na mnie uwagi do tej pory.-po moim policzku łzy leciały jak fontanna.-W końcu powiedziałam dość i zaczęłam być chamska, podła, no i ja przestałam zwracać uwagę na innych. Tak, że teraz każdy wytyka mi błędy, a ja już nie potrafię się zmienić. Nie potrafię nikomu zaufać. Jak to tej pory tylko Nikki wszystko mówiłam. Prawie wszystko. O tym wiesz tylko ty i ja.-dokończyłam swoją ''wypowiedz'' a on był w szoku. Przytulił mnie, a ja się w niego wtuliłam.

1 komentarz: